grafika: Piotr Bartos

Jarosław Klejnberg

Ogród pełen marzeń

Wstałem wcześnie rano. Jeszcze ciemno było jak w nocy. Na szczęście miałem resztkę kawy i resztkę cukru. Zagotowałem wodę na resztkę kawy z resztką cukru. Koledzy i koleżanki dotanci kładli się właśnie spać w swoich (?) mieszkaniach i swoich (?) wyrach. Nażarci-przeżarci i nachlani. Ale Ja mam swoje łóżko w swoim mieszkaniu, tak jak pies z sąsiedniej budowy. Pies bez imienia, bezimienny pies z sąsiedztwa. Szczeka, jak przechodzę, a ja do niego przemawiam i składam mu kolejne obietnice, że „dla psa jednak kiełbasa”, a w torbie z Lewiatana mam tylko dynię, marchewkę itp., jakiś ser, mąkę i proszek do pieczenia. Wstyd mi przed nim, że zapominam kolejny raz kupić dla niego, może też troszkę dla siebie?, kawałek kiełbasy, np. toruńskiej. Kiedyś, raz to się zdarzyło, kupiłem w sklepie, dla siebie, pęto jakiejś toruńskiej czy śląskiej, czy może zaszalałem wtedy i kupiłem coś bardziej w stylu kolegów i koleżanek dotantów, ale tych co jedzą zazwyczaj to, co i pies czy kot, tylko że droższe. Tak byłem głodny, że zacząłem jeść jeszcze na ulicy, a i tak powstrzymałem się od żarcia przez kwadrans, żeby jednak zachować pozory przed sobą czy innymi. Cieszę się, bo dzięki temu pies z budowy pamięta mnie do dziś. Miał szczęście, że nie zjadłem całej kiełbasy. Ja miałem szczęście? Co ja pie…olę?! Chyba Zaszczyt prędzej. Z żalem (?) oddałem mu resztkę kiełby,aż… (tu brakuje mi słów). Pies z budowy po sąsiedzku, który ma swoją budę i swoje leże tam, zapamiętał. Pies pamięta, nie tylko poeta czy Żyd. Zabawne?

Kawa była gotowa. Cukier trzcinowy, kawa też całkiem spoko. Znalazłem na półce skitranego normalsa. Wyszedłem do ogródka pod oknem. Prawie wszyscy sąsiedzi z kamienicy jeszcze spali. Usiadłem przy swoim stoliku i na swoim krześle. Kawa była wyśmienita, papieros też.

Marzyłem o normalnym obiadku dla siebie i całym pęcie kiełby dla psa z niedalekiej budowy.

Kraków 05.11.2018/5779/1397

Jarosław Klejnberg

Zuza W. Chojnacka, Koniec Polskiej Literatury (fragment)