Nie potrafię się bronić. Czuję, że żyję w kłamstwie. Nie mam czasu, aby cokolwiek naprawdę poczuć, nawet tego świętego oburzenia, tej splugawionej moralności. Przez ostatni czas doświadczałam dużo niesprawiedliwości i zła. Tyle zła, że sama zapomniałam kim jestem… Chcę przede wszystkim odnaleźć znowu siebie. Odbudować siebie od nowa. Dlaczego? Bo jeśli ktoś, kto mnie nie zna, uwierzy innym – tym innym, którzy przedwczoraj rzucali kamienie w okna mojego domu– to będzie się mną brzydził. Uwierzy, że jestem zwyczajną ladacznicą, która podstępem wdarła się do przyzwoitego społeczeństwa, a teraz zachciało jej się wkraść do spokojnej rodziny i wszystko zniszczyć. Chciałabym zatem poprosić jednego z tych wściekłych strażników moralności, którzy krzyczeli przy moich córkach rzeczy, które sama wstydzę się przy państwu powtórzyć, chciałabym, aby ta osoba usiadła na przeciw mnie, a ja jej opowiem moją historię. Nie tę, którą może przeczytać z gazet, ale tę prawdziwą.

Od dziecka nauczyłam się zwracać szczególną uwagę na wszystko, co mnie otacza: na to, co dobre i na to, co złe, na to, co ważne i na to, co jest bez znaczenia, na to, co duże i na to, co małe, na to, co ogromne i to, co prawie niezauważalne. Nauczyłam się zwracać uwagę na wszystko wokoło poza mną samą. Nawet minerałom nauczyłam się poświęcać swoją uwagę. Kamieniom, na które nikt nie zwracał uwagi. Dawałam im swoją miłość, a one mi ją odwzajemniały.

Te ręce, które teraz widzicie, zniszczone, przepracowane wypracowałam, wiele, lat później. Moja miłosna relacja z minerałami sprawiła, że stały się zniszczone i ogorzałe. Pomimo tego nie straciły swojej kobiecości. Dla mnie być kobiecą to znaczy dawać z siebie wszystko, bez granic w nieograniczonym horyzoncie potrzeb, a nie tylko mieć delikatne dłonie.

Mówią, że prawdziwym schronieniem człowieka są jego dziecięce lata i wspomnienia rodzinnego domu. Mój dom był nawiedzony przez duchy. Nawiedzony przez dwie niesprawiedliwe śmierci. Śmierć mojej starszej siostry i mojej mamy. Zosia zmarła na tyfus. Moja mama chorowała na gruźlicę od kiedy mnie urodziła. Dopiero później zrozumiałam dlaczego nigdy mnie nie przytulała, nigdy mnie nie pocałowała. Któregoś dnia zasnęłam przy jej stopach, poczułam jej delikatną, trudną do wyczucia rękę na moich włosach. Zalała mnie fala radości. Obudziłam się, ale udawałam, że jeszcze śpię, żeby nie stracić tej chwili.

Od zawsze wierzyłam w to, co powstaje w ziemi. W minerały, pierwiastki z niej pochodzące, i tę siłę, którą w sobie ukrywają… Kiedy byliśmy mali, ja i moje rodzeństwo, w niedzielne popołudnia, po obiedzie, siadaliśmy przy kominku gapiąc się w ogień z Tatą. Graliśmy w Greckich bogów. I kiedy pytano mnie, którą boginią chcę być? Zawsze mówiłam coś całkiem zwariowanego. Mówiłam, że chciałabym być Hadesem! Tak właśnie, Hadesem! Bogiem świata podziemnego. Tak jak bym wiedziała, że za kilka lat będę się zajmowała tym, co ziemia nam daje ze swych wnętrzności. Kocham ziemię! Kocham naturę, bo równoważy moją wewnętrzną czerń.

Była wiosna. Kwiecień 1906. Pogoda nagle się zmieniła. Padało od rana. było ciemno. Przed chwilą coś zjadłeś, ale nie czułeś się dobrze. Wyszedłeś na spotkania, które masz w Paryżu. Chciałeś zdążyć do drukarni. Szedłeś z parasolem pokonując mokre ulice zalane deszczem. Nagle poślizgnąłeś się. Zobaczyłeś przed sobą dwa przestraszone konie. Chwyciłeś za uzdę i próbowałeś się uratować. Konie rzuciły cię na ziemię. Przez moment myślałeś, że ci się udało. Ale koła powozu roztrzaskały ci głowę. Twój mózg wypłynął na bruk. Razem z nim twoja mądrość. Znowu zaczęło padać, ale teraz już dużo mocniej. Ulica oczyszczała się z ludzkich pozostałości. Człowiek stał się przeszłością. Proszę, co pozostaje po człowieku: klucze, portfel, długopis, zegarek. Co pozostaje po człowieku! W jednej chwili! Znika wszystko.

Pocałowałam cię rano. Powiedziałam w pośpiechu ubierając dziewczynki: „Do zobaczenia wieczorem. Kocham cię”. Myślę, że nie usłyszałeś ostatniego zdania. Czego ja bym teraz nie oddała, abyś je usłyszał…? To ostatnie zdanie… Może by ci pomogło w tak szalonym przejściu do śmierci. Musisz bardziej uważać, kiedy pada i kiedy ulice są śliskie… Musisz być bardziej uważnym i nie być tak zamyślonym. Mówiłam ci to tyle razy! Kto wie, co myślałeś w tamtym momencie. Dlaczego, Pierre?

Próbowałam wytłumaczyć to dziewczynkom, ale nie dało się tego wytłumaczyć… Przez długi czas nie mogłam nawet płakać. Łzy w środku mnie zamieniały się w kamienie. Ktoś, kto by mnie zobaczył, powiedziałby, że nic nie czuję. Codziennie budziłam się, żeby odbyć obojętną drogę. Z tymi samymi przystankami. Każdego dnia.

Któregoś dnia odwiedziła mnie moja siostra. Otworzyła szafę i wyciągnęła pudło. Wyjęła z niego ubrania ubrudzone błotem, krwią i resztkami mózgu. Były to twoje ubrania, te, które miałeś na sobie tego dnia. Wrzuciła je w ogień. Nie chciałam aby ostatnie pozostałości po najbliższym mi człowieku trafiły w obce ręce, gdybym nagle zmarła. Po tym wydarzeniu przestałam o tobie mówić. Chciałam być silna i optymistyczna dla moich córek.

Zaproponowano mi stanowisko Pierre’a na Sorbonie, które przyznano mu po Nagrodzie Nobla.
W taki sposób mijały lata. Obojętnie, ciężko. W ojcu Pierre’a na szczęście miałyśmy sprzymierzeńca, lekarza Curie, który nie porzucił nas nawet na chwilę, aż do śmierci. Zawsze był obok, jak głaz, ze swoim stoickim spokojem dodawał nam sił. Kiedy zmarł, pochowaliśmy go na cmentarzu w dzielnicy Sceaux. Tam, gdzie Pierre’a. W tym samym grobie. Poprosiłam grabarzy, żeby wyjęli trumnę Pierre’a i w jego miejsce włożyli trumnę ojca. Trumnę mojego męża umieszczono dokładnie nad nim. Chciałam, żeby miejsce obok było wolne. Wolne dla mnie.

Zdecydowaliśmy z kolegami naukowcami, że będziemy uczyć nasze dzieci, i że będą mogły uczestniczyć w przestrzeni dydaktycznej każdego z nas. Nazwaliśmy to „Współpracą”, gdzie poza nauką i naukowymi badaniami program zawierał język chiński, rzeźbę, a dodatkowo dużą wagę przykładaliśmy do swobodnego wyrażania siebie i zabawy. Wtedy, po długim czasie, znowu spotkałam się z Paulem, wykładał wtedy moim dziewczynkom i dzieciom innych uczonych matematykę. Gdy spotkałam się z Paulem, to było jakbyśmy się zobaczyli po raz pierwszy. Podaliśmy sobie ręce i powiedzieliśmy: Bardzo mi miło poznać.

Potem zaczęliśmy się śmiać i nie mogliśmy przestać. Śmiech uwalnia. W bardzo elegancki sposób uwalnia cię od tego, co trudne i ciemne w tobie. „Instynkt, który nas znowu połączył, był bardzo silny. Wierzę, że możemy pokonać wszystkie trudności. Wspólna praca, przyjaźń, odwaga do życia. Jak i piękne dzieci naszej miłości”.

W tamtym czasie, wszyscy którzy, mnie spotykali mówili: „Jaka jesteś piękna, Marie!” I zastanawiałam, się gdzie naprawdę oni widzieli to piękno, skoro ja byłam tak zmęczona i przepracowana. Nie byłam już i najmłodsza. W końcu z upływem czasu, nasza zewnętrzna warstwa zmienia się i wychodzi na wierzch nasze wewnętrzne piękno, piękno naszego istnienia, które zostało zanurzone w wieczności. Podobno z biegiem lat Ludzka twarz staje się taką na jaką zasługują. Ach… żeby mieli rację.

W czasie pierwszego Kongresu Solvaya byłam szczęśliwa. Pracowałam nad tym, co kochałam, razem z najwybitniejszymi ludźmi na naszej planecie. Miałam blisko człowieka, którego kochałam, nawet jeśli nasze głębokie spojrzenia były kradzione w ukryciu. I właśnie dostałam wiadomość o nominacji przez Akademię. Jak ktoś wchodzi tak wysoko, nie może już nic więcej, jak tylko spaść…

Mój lekarz, żeby mnie przestraszyć, powiedział, że mogę umrzeć… To śmieszne! Co ma znaczyć, że „mogę”? To jest pewne, że umrę! Wszyscy umrzemy. Pytanie jest tylko, czy w tym momencie, kiedy weźmiemy ostatni oddech będziemy pewni, że zrobiliśmy wszystko, co było możliwe. I dlatego chcę być spełniona, chcę upewnić samą siebie, że dałam z siebie wszystko… Jedyna rzecz, której już nigdy nie będę pewna, to to, czy byłam dobrą córką. I czy byłam dobrą matką. Dlatego, że zawsze byłam oddana nauce, i nie miałam tyle czasu, ile było potrzeba dla bliskich. Jeśli moja Ewa i moja Irène mają o to do mnie żal, to przepraszam. Dokładnie wiem jak to jest, kiedy masz mamę i jednocześnie jej nie masz… Całkowicie szczęśliwa byłam tylko wtedy… ten delikatny dotyk mamy na moich włosach, wtedy, tamtego popołudnia. Wtedy, kiedy udawałam, że śpię. Wtedy, kiedy tak bardzo nie chciałam się obudzić…

Przełożyła Anna Skubik-Sigala.

Maria Skłodowska-Curie w mowie obronnej Eustathii miała swoją premierę w Teatrze Stafmos w marcu 2018 w Atenach, ze znaną grecką aktorką Pegki Trikalioti w roli głównej oraz w reżyserii i dramaturgii Kirki Karali. Od tego czasu spektakl grany był przez kolejne dwa sezony i wciąż cieszył się ogromnym powodzeniem.

.

.

Eustathia
jej pełne nazwisko to Eustathia Mantzufa, jest autorką piosenek, jak też muzykiem wykonującym swoje utwory, a także dramatopisarką. Urodziła się i wychowała w Atenach. Studiowała w Salonikach. Swoją popularność zyskała biorąc udział w Festiwalu Piosenki w Salonikach w 2005 roku, gdzie utworem Bez ciebie zdobyła trzecią nagrodę główną. Wydała cztery autorskie płyty i wiele singli. Prowadzi kursy i warsztaty piosenki. Poza estradą i piosenką jest również obecna w świecie teatru jako autorka sztuk teatralnych i muzycznych.