Ptakoryboczłowiekoupiór

Czego nie wiesz o Rowie Mariańskim, to cię utopi.
Głębia nie jest gołąbkiem, raczej czarnopiórym
ptaszyskiem o stalowych szponach, zdolnym zgnieść
batyskaf jak kukułcze jajo. Otwórz usta i wciągnij ją w płuca!

Woda ubita jak pierze najpierw ułoży twoją głowę
na mokrej od złego snu poduszce, a potem wypchnie
na powierzchnię. Unoszony na fali, obrócony plecami ku Słońcu
lub ku Księżycowi, z rozrzuconymi szeroko na boki

ramionami i nogami, jak Latający Holender, upiorny sokolnik,
będziesz lustrował dno ciemne jak bezgwiezdna noc.
Tam, w dole albo w górze, zależy, w którym zagubionym
kierunku znajduje się piekło, namierzysz głębinową rybę,

która nie będzie rybą-piłą, rybą-młotem, latającą rybą,
ale lucyferyczną rybą-śmiercią w łusce lucyferyny
i bioluminescencji. I to ona cię oświeci, bo na naukę
nigdy nie jest za późno nawet pod koniec dnia, och, przepraszam!,

pragnąłem powiedzieć: nawet na koniec dna.

.

.

.

Afirmacje

Wyobraź sobie kraj z przemysłem przestawionym na liryczną
produkcję w dobie wojny o pryncypia. Wers zmontowany
taśmowo jak volkswagen, który jest wunderbar i wilokommen,

nawet jeżeli jest trochę wunderlich. To możliwe. Zwołajmy więc
odprawę kierownictwa najwyższego szczebla, na której wybrzmi

zdanie: „Teraz musimy być naprawdę źli”. Żeby nie wchodzić
w szczegóły, czy słowa są w stanie zmienić świat? Ludzie
zaangażowani w używanie dowolnego języka rzucają energię

narzeczy na słoneczny wiatr. Zdarza się, że one w końcu wracają
z wyprawy do odległego zakątka Wszechświata jak astronauta,

w którym nie ma już niczego ludzkiego. Nie musisz sobie tego
wyobrażać. Po prostu obce frazy skapną do wód gruntowych,
zanim biorący udział w inwazji zdąży je zlizać z warg.

.

.

.

Pejzaż horyzontalny

Statek badawczy RV Flip to jedyny okręt na świecie
zdolny do przejścia z pozycji poziomej do pionowej

na środku oceanu. Zdaje się, że to właśnie z mórz
i oceanów życie wyszło na ląd. Z rozmaitych przykładów

cywilizacyjnych fenomenów bardziej przekonuje mnie
cud inżynierii dwudziestego wieku niż dogmat cudu

eucharystycznego. Fakty są takie, że przejście od chodzenia
na czterech nogach do chodzenia na dwóch było dla naszego

gatunku jednym z kluczowych wydarzeń ewolucyjnych.
Stąd, za rzuconym mimochodem w moją stronę błahym

„Trzymaj pion, Piotrze!”, kryje się tak naprawdę linia styczna
do kierunku siły ciężkości na powierzchni ciała niebieskiego,

prostopadła do powierzchni geoidy. Jak tu więc leżeć
po stronie leżących i jak tu nie stać ze stojącymi na baczność?

.

.

.

Ostatnia kanonada

Mój gniew można rozładować. Wystarczy z lufy
armaty wyjąć żelazną glizę, by zamienić ją na żywą
kulę armatnią. Liczy się przede wszystkim pierwiastek

ludzki, z którego składa się każda detonacja.
Na początku Wielki Wybuch, dziewiczy Wszechświat,
potem ta jedyna, zbiorowo gwałcona planeta,

na której egzystuję w ekspansywnym mrowiu.
Czymkolwiek jest cisza, nie jest dźwiękiem,
jest jego brakiem. Wymownym milczeniem amazońskiej

dżungli po wycince. Piękne, wytrzebione gatunki
na rzecz tego jednego – składającego się z cyrkowych
dziwolągów i ich śnieżnobiałych implantów

zębów. Zazel – shot from a cannon? Pod murami
naszych miast dawno już stanęły armie
pod dowództwem prochów Generała Toma Thumba.

.

.

.

Nadawanie imion pośród ofiar

Moc sprawcza kolei, zwanej dawniej żelazną,
która rusza z posad bryłę żywego bądź zmrożonego
mięsa, żeby je przemieścić ze stukotem tłuczków
rozbijających byty, aby skrócić czas ich pieczenia

i smażenia czy lepszego przenikania marynaty
i przypraw. Nie ma innego piekła niż ochłap ciała
na grillu, nie ma innego diabła niż człowiek
o żelaznych zębach. Istnienie w osobowych

wagonikach przemyka przez wszystko i wszystkich,
oddalając się w siną dal bez zatrzymywania się
na stacjach. Tyle musisz wiedzieć. Stacja 3 – ktoś
upada po raz pierwszy. Stacja 7 – ktoś upada

po raz drugi. Stacja 9 – ktoś upada po raz trzeci
(do trzech razy sztuka, zanim sam upadniesz w zaświaty).
A gdybyś żył tylko po to, by skwierczeć na ogniu,
czułbyś się przeklęty na wieczność? Czy brakłoby ci słów

i gestów, by móc określić rozmiar pożogi,
która strawi miliony stad? Do kogo ta mowa-trawa,
do z pozoru owiec, lecz z wilczym apetytem?
Codzienne transporty, ale dość już z tym.

.

.

.

Piotr Gajda
poeta, autor książek poetyckich: Hostel (Łódź 2008), Zwłoka (Łódź 2010), Demoludy (Mikołów 2013), Golem Mikołów 2014), Śruba Archimedesa (Łódź 2016), To bruk (Łódź 2018), Człowiek z halabardą (Łódź 2020), Wiązania wodorowe. Wiersze wybrane z lat 2008-2020 (Mikołów 2021), O włos (Łódź 2022), Goliat zwycięzca (Łódź 2023), Małpa apokalipsa (Bukowno 2024), Biuro straceń (Katowice 2025) oraz Radio Bla Bla (Łódź 2025). Stały współpracownik Kwartalników Literacko-Artystycznych „Arterie” (2007-2022) oraz „Afront” (2017-2024). Od 2025 roku w redakcji „Tygla Kultury”. Laureat Nagrody Otoczaka 2014 przyznanej przez Jerzego Suchanka. Jego wiersze przetłumaczono na języki: niemiecki (Bernhard Hartmann), rumuński (Teodor Ajder) i bułgarski (Krum Krumov).