Te deum

Słyszysz bicie serca w falującej
klatce piersiowej, kościelny dzwon i słowa

z głośnika – bierzcie

i jedzcie z tego wszyscy, ryby, żaby, kijanki,
mandarynki.
Tu na dole

jest zimno, chłodem zaciąga od ziemi, tam
wyżej gołąbki pokoju

kule noszą. Te deum.

.

.

Homines

Oto wypowiadasz to, co jest. Gnie się metalowe ciało i pręty

wyrastają z jego boków, nie słychać szmeru serca, jest ręka
i nie ma ręki, nic nie układa się w całość, niczego nie można

dogonić, nic się nie zdaje. Nie odpowiadasz, gdy wołają cię
po nazwisku, nie wychodzisz przed szereg, stoisz w rzędzie
na swoim miejscu. Tylko stoisz

i patrzysz. I oni już tylko stoją i patrzą. Oni
już dawno poumierali.

.

.

Nic już nie mówi

w tym obolałym wierszu. Milczy. Słowa

nie pędzą, nie wypadają z ust, nie potrzebują instrukcji,
by się tłumaczyć. Ziemia

też milczy. Pamiętaj, że ona
kosztuje, że tutaj nie wystarczy Bóg zapłać, żeby w nią

wejść i zostać. Nie możesz

zatrzymać się w pół,

gdy stoisz samotnie w kłębach, zachodzącym słońcu,
między wszystkimi krawędziami mostów przerzuconych
nad przepaścią. Rozdmuchuje Cię

po brzegi.

.

.

Papier mâché

Ciszę,
zatkane ucho, dziurawy przewód
słuchowy; oko nadpsute, drugie z opadłą powieką i ręce,
obie lewe, zgubione po drodze, nie łapię, nie chwytam, niewiele
mam –

tylko z ust wypadają
świsty i zgrzyty. Widzisz? Stoję. Możesz podejść. Możesz rzucić
zmiętymi słowami jak papierową kulką.

.

.

Twoje ciało

To zjawia się nagle, jak zapalenie gardła lub
krtani, uderza mnie w twarz, złe myśli ustępują
ustom

wypowiadającym złe słowa. Ruiny na powrót
zostają odkryte, a ja myślę, że najlepsze

Twoje ciało jest o poranku – przeciągające się

leniwie, z przymrużonym szarym błękitem nieba
w oczach i wyciągniętymi

ramionami. Jeśli jest jakiś

dom, budzisz się w nim teraz, oplatasz mnie
ramieniem, niepostrzeżenie przegryzasz gardło,

wbijasz nóż w plecy.

.

.

To nastąpi jedno

po drugim, tkanki owoców będą drżały, wnętrza spuchną, mikro –
włoski będą zanikać na skórkach jak mikro opowiadania na stronach
czasopism. Napiszemy to

po ciemku, wciągniemy nosem, by zatrzeć ślady po pozostałościach
bliskości. Jeśli musisz krzyczeć – krzycz, lecz rób to po cichu (bo
ściany mają uszy).

.

.

Cezary Żarna
debiutował jako poeta wierszem Na Stacji, opublikowanym w miesięczniku „Cogito” w 2002 roku. Autor książek poetyckich: Ruch obrotowy (Wydawnictwo j, Wrocław 2025) i Miłość. Piękna Pomyłka (Liberum Verbum, Wrocław 2023). Współautor licznych antologii poetyckich i almanachów pokonkursowych. Laureat II miejsca w XLIV OKP „Milowy Słup” i w X MKP „O Złotą Metaforę”, a także wyróżnień w VIII OKP „Bez-Kresy” i OKP „O Pióro Pegaza 2025”. Publikował w „Akancie”, „Post Scriptum”, „Ypsilonie” „Tlenie Literackim”, „Czterech Zeszytach and After”, „Ty.Tu.Le”, „e-eleWatorze”, „Pisarze.pl” i „Mojej Przestrzeni Kultury”, a także w serwisie eMultipoetry, w roku 2026 jego wiersze ukażą się w „Odrze”, „Tyglu Kultury”, „Pro Libris” oraz „Śląsku”. Obecnie publikuje na swojej stronie na Facebooku, a także w kilku serwisach internetowych. Oprócz poezji zajmuje się także rysunkiem i malarstwem. Mieszka w Legionowie.